Nasz 2017 rok.


Dzisiaj zdałam sobie sprawę, że „chodzi ” za mną to podsumowanie. Jednak. Nie dlatego, żeby robić jakieś statystyki, wyliczenia, chwalenia. Ta krótka relacja z roku 2017 daje mi kopa na nowy rok. Przypomina ( kiedy mam gorszą chwilę), że wiele jest możliwe, jeśli tylko próbujemy. Ten ostatni rok, jest na to najlepszym dowodem. Nie nudziliśmy się. To pewne.

Początek roku spędziliśmy w Gruzji. Wielkanocne śniadanie w Kachetii z dzieciakami, moją mamą, Marzeną i Arielem będę pamiętała długo. W Chateau Enisieli podali nam chleb, masło, dżemy, jajka (świątecznie!) i parówki. Z domu zabrałam wielkanocne, małe flagi, które idealnie wkuwały się w masło. To było nasze drugie spotkanie z gościnną Gruzją. i znowu było przepięknie, z niesamowitymi ludźmi po drodze. Mnie czekała kolejna wizyta we wrześniu…

Korzystamy z dni wolnych, wydzieramy z kalendarza jak najwięcej. Tak było i w tym roku. Rodzinny wyjazd do Korei Południowej ( pojechaliśmy w dwie czteroosobowe rodziny) wypadł nam na długą majówkę. Naszą przygodę zaczęliśmy w Seulu. To kolejne azjatyckie miasto, które udowadnia, że tradycja pięknie łączy się z nowoczesnością. Mieszkańcy okazali się nas ciekawi i życzliwi. Pomimo moich obaw, udało się nam nawet wziąć udział w lekcji gotowania. Przy wszędobylskim 1,5 rocznym dziecku nie jest to takie oczywiste.

Prawdziwa przygoda zaczęła się jednak kiedy wyjechaliśmy z Seulu. Zapakowani w samochodzie do granic przyzwoitości i po opracowaniu specjalnego systemu wsiadania wyruszyliśmy w trasę. Nocleg w uzdrowisku, z bażantem w menu prawie w każdej knajpie, spędziliśmy w wannie wypełnionej gorącą, leczniczą wodą. Świątynie z obrzędami w tle i pola herbaty doprowadziły nas do promu na Jeju.

Trochę inaczej wyobrażałam sobie, wakacyjny paradise koreańczyków. Jeju rozczarował na samym początku- pogodą ( padało) i betonowymi budynkami. Wyspa kojarzy mi się z czymś bardziej egzotycznym. Zawsze jednak daję miejscu drugą szansę. Po pierwszym spojrzeniu przyszedł czas na poznawanie. Świątynie pokryte mgłą, bazaltowe skały, gorące źródła, plantacja herbaty i …muzeum pluszowego misia to tylko niektóre z atrakcji, jakie proponuje Jeju. Osobna, niesamowita historia to zanikający zawód, który jest uprawiany tylko na Jeju. Wyobraźcie sobie, że jedziecie drogą i przy nabrzeżu zauważacie wyłaniające się z wody starsze kobiety w najzwyklejszym kombinezonie do nurkowania. Nic dziwnego by pewnie w tym nie było gdyby nie fakt,że łowią one owoce morza nurkując one na bezdechu bez żadnego sprzętu nawet do 20 metrów. Jeju ma naprawdę wiele do zaoferowania, dajcie jej tylko szansę:)

Wakacje chcieliśmy spędzić w jakimś słonecznym i egzotycznym miejscu. Wybór padł na Indonezję. To było nasze pierwsze spotkanie z tym niesamowitym, wyspiarskim państwem. Wyobraźcie sobie 17 tysięcy rajskich wysp, z czego co trzecia jest niezamieszkana, a wiele nie posiada nawet nazw. My nasze znaliśmy. Nie było to jednak Bali czy Sumatra. Po krótkim pobycie w Dżakarcie, polecieliśmy na Lombok, a stamtąd szybką łodzią na Gili Trawangan.

Dżakarta nie zachwyca architekturą, korkiem ulicznym czy fatalnymi chodnikami. Zachwyca za to ludźmi. Byliśmy tam traktowani jak przyjaciele, znajomi, celebryci wręcz. Byliśmy zagadywani przez dzieci i dorosłych. Proszono nas o wspólne fotki. To było miłe, choć na początku Igi był trochę zmieszany tą fascynacją nami. Co innego było jednak dla nas bardziej męczące- przemieszczanie się po tym zatłoczonym i pełnym smogu mieście. Upał był niemiłosierny. Korzystaliśmy z dobrodziejstw Ubera i nie zawiedliśmy się na tej aplikacji. W miejscu, gdzie nie znasz lokalnego języka dobrze jest skorzystać właśnie z tego typu propozycji transportu. Klikasz dokąd chcesz jechać, wiesz za ile minut przyjedzie samochód, ile będzie trwać droga i co najważniejsze jaką kwotę musisz przygotować. Bardzo wygodne.

Dżakarta zostanie w nas. Nie tylko dlatego, że bardzo dobrze się tam czuliśmy. Zostanie przez wizytę w slumsach. Ronny, to siwowłosy pan, który razem z żoną ma misje. Misję pokazywania prawdziwej Dżakarty. Dżakarty pełnej małych dzieci, które nie chodzą do szkoły, a cały dzień spędzają w prowizorycznych domach i uliczkach zbudowanych dosłownie przy torach kolejowych i pod mostami.
To spotkanie zostało w nas i dało kolejną lekcję pokory i wdzięczności.

Pożegnaliśmy Dżakartę, jej slumsy, wielki Park Wodny Ancol Dreamland i miasto- państwo Kidzanię, zbudowaną specjalnie dla dzieci. Teraz czekała nas tylko sama radość i beztroska przebywania na wyspach Indonezji. Zaczęliśmy wakacje! Na Lombok poznaliśmy co znaczą prawdziwe fale do surfowania, a Gili Trawangan totalnie nas wyluzował. Tę malutką wysepkę przejechaliśmy całą rowerami w jakieś 1,5 h.:) Jeśli nurkujecie lub chcecie zacząć przygodę z nurkami Gili Trawangan to mekka nurków. Zresztą to mekka wszystkich tych, którzy kochają życie, relaks, chill out, masaże czy owoce morza jedzone wieczorami w restauracjach na plaży. Na Gili życie się zatrzymuje, jesteście tylko Wy i wasz pomysł na wakacje. Tęsknimy i chcemy wrócić.

Indonezja zostanie z nami na zawsze. Przywieźliśmy stamtąd ( jeszcze wtedy tego nieświadomi byliśmy) największą niespodziankę jaką tylko mogliśmy sobie w naszych głowach wymyślić… Taką prawdziwą, wakacyjną niespodziankę.
Końcówkę wakacji spędziliśmy w większym gronie rodzinno- przyjacielskim. Pojechaliśmy do Billund, żeby po raz drugi szaleć w Legolandzie. Strzałem w dziesiątkę okazał się nasz wynajęty wakacyjny dom. Położony na krańcu polnej drogi, obok lasu, w którym codziennie znajdowaliśmy grzyby na kolację. Było magicznie. Dla nas mieszkańców bloku to był prawdziwy wypoczynek z naturą.

We wrześniu przypomnieliśmy sobie trochę wakacje i polecieliśmy do Irlandii. Ta zielona kraina jest na tyle niewielka, że udało się nam sporo zobaczyć i poczuć klimat rodem z Wichrowych Wzgórz.Pogoda ( co akurat w tej części Europy nie jest takie pewne) nam dopisała. Schronisko w Hrabstwie Donegal z kozicą z trzema kopytami, która zostawiała wszędzie cudnej urody bobki zapamiętamy na długo. Ceny schronisk też.

Wisienka na podróżniczym torcie czekała na mnie pod koniec września. Razem z 11 fajnymi, ciekawymi świata i ludzi kobietami pojechałam do Gruzji. To była taka pętla, która zakończyła podróżniczy rok IgiTravel. Gruzja z kobietami była prawdziwą przygodą i wyzwaniem dla mnie. Odwiedziłyśmy oczywiście winnice w Kachetii, Tbilisi, pojechałyśmy Gruzińską Drogą Wojenna, aż do Stepancminda i malowniczo położonego ( ponad 2000 m n.p.m., zerkającego na majestatyczny Kazbeg kościółka Cminda Sameba ( Św. Trójcy. O tym malowniczym usytuowaniu akurat wiemy tylko z Internetu, pogoda nie była dla nas łaskawa- zimno, mokro, mgliście. Kazbeg był gdzieś tam, za mgłą. Za to dojazd dostarczył nam tyle frajdy, że chociaż w części zrekompensował brak widoczków w tle. Na szczęście dla nas wszystkich przez cały pobyt w Gruzji, było wino z kwevri, czacza, supra u poznanej w kwietniu Nany i w miasteczku u podnóży góry Kazbeg i mnóstwo toastów. To był kolejny, niezapomniany babski wyjazd. Bez szpilek, za to z mnóstwem rozmów, czystego śmiechu i pysznego jedzenia. O winach nie muszę wspominać, prawda?

2017 rok był kolejnym, który udowodnił całej naszej czwórce, że możemy i potrafimy. Kosztuje nas to sporo zachodu, wyrzeczeń, nerwów, przygotowań, ale jest warto. Nasze wspomnienia przywiezione z podróży są nierozerwalną częścią naszego rodzinnego „ja”. Pamiątka z Indonezji to już osobna historia, która będzie już niedługo częścią naszej szalonej, podróżującej na krańce świata rodziny…

You may also like

LEAVE A COMMENT

Słów kilka o nas

IgiTravel czyli Kto?

IgiTravel czyli Kto?

Nasz rok kalendarzowy składa się z kilku wypraw i całej reszty, którą trzeba opanować przy dwójce małych dzieci. Igor- lat 7. Znaki szczególne- nie zawsze ułożona, blond czupryna oraz szczupła sylwetka ciała ( pewnie od ciągłego ruchu-skakania, kopania piłki, wchodzenia na wszelkiego rodzaju przeszkody). Tymon- 1 grudnia 2016 skończył roczek. Tak jak Jego starszy brat, nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż 30 sekund- a to dopiero początek! Agnieszka i Jarek- staramy się ogarnąć całe to szaleństwo:)

Fanpage

Newsletter

Contact Us

Jesteśmy bardzo ciekawi, Kto znajduje się po drugiej stronie ekranu. Masz do nas pytanie, jesteś ciekawy dokąd zmierzamy? Może chciałbyś spotkać się z nami? Zapraszamy do kontaktu. Będzie nam bardzo, bardzo miło.

Bydgoszcz

+48504078916