Szpilki w podróży- czyli przepis na udany wypad do Marrakeszu:)


Przepis na udany wyjazd? 10 kobiet, para szpilek kupionych na lotnisku (po dwóch latach marzenia o nich) i Marrakesz jako cel podróży. Proste, prawda? Najlepiej  jeśli dziewczyny nie będą się znały- dzięki temu będzie więcej historii do opowiadania w ciepłe, wrześniowe wieczory na dachu riadu. Kobiecy wypad do Marrakeszu miał odstresować, naładować baterie, odsunąć na bok wszystkie problemy, obowiązki. I udało się:) Marrakesz egzotyczny, hałaśliwy, pełen smaków i zapachów pochłoną nas totalnie. Nie było czasu na myślenie o tym co zostawiłyśmy w Polsce.

To był czas tylko dla nas. Trzy intensywne dni musiałyśmy wykorzystać w 100%. Nie było czasu na zbędne namyślanie, narzekanie czy wymyślanie. Tzw. krótka piłka, ale cały czas w naszych rękach. Mogłyśmy modyfikować nasz plan, dostosować go do naszych, kobiecych potrzeb.Kiedy masz tylko pięć dni ( a w tym, dwa na podróż)korzystasz z każdej chwili.img_2671                                                                                                                                             Dzień pierwszy był dość męczący- pobudka o 3.00, dojazd do Wawy, dwa loty i przylot przed 18.00. Potem jazda do mediny i wreszcie znalazłyśmy się w naszej oazie spokoju- riadzie Limouna. Klimatyczne miejsce, tradycyjny marokański styl z małym basenikiem w patio. Tutaj jadałyśmy śniadania zakończone tradycyjną, herbatą miętową ( no sugar, please- wiem, wiem to już nie tradycyjna jest), a wieczorem na dachu sączyłyśmy niespiesznie winko.
 

img_2356img_2361img_2592img_2598
Przed wylotem opowiadałam dziewczynom o zgiełku i szaleństwie Marrakeszu. Tego wieczora miały od razu zobaczyć co tak na prawdę miałam na myśli. Wybrałyśmy się bowiem na chyba najbardziej znany na świecie plac miejski Jemaa El Fna. To tutaj co wieczór plac zamienia się w wielką jadłodajnię z mnóstwem stanowisk z jedzeniem i wyciskanymi, świeżymi sokami. Trudno opisać słowami co dzieje się na placu, kiedy wchodzisz tam ” świeży i niewinny”. Krzyki naganiaczy, niekomfortowe dla niejednej osoby dotykanie, dym z rozpalonych grilli, hałas bębnów dochodzący z oddali.                                                                                                                                                                                                                                                                  img_2306img_2307img_2315

Te trzy dni spędziłyśmy bardzo aktywnie. Chyba każda z nas chciała jak najwięcej doświadczyć, właśnie przez taki krótki okres. Nie miałyśmy czasu na myślenie o pracy, domu, wszystko to zostawiłyśmy za sobą. Marrakesz jest dość trudny do ujarzmienia. To miejsce żyje dzięki mieszkańcom, którzy tworzą niepowtarzalny klimat. Ten klimat pokazał nam mieszkaniec Marrakeszu, Khalid.http://pl.tripadvisor.com/Attraction_Review-g293734-d7701174-Reviews-Marrakech_Best_Tours_Day_Tours-Marrakech_Marrakech_Tensift_El_Haouz_Region.html Ostoja spokoju i cierpliwości ( przy 10 kobiet to nie lada wyczyn- szczególnie na souku). Spędziłyśmy z nim dwa długie dni. Pokazał nam pałac Bahia z przecudnej urody dziedzińcami ( w tym niedawno oddanym dla zwiedzających dziedzińcem, który był przeznaczony dla kobiet haremu). Niestety, wewnątrz pałacu pozostały tylko m.in. drewniane sztukaterie, sufity oraz drzwi. Przepiękne.  To miejsce to oaza spokoju wśród zgiełku mediny.                                                                                                                                                                                                                                                         Khalid zabrał nas do Ogrodów Majorelle, którymi zachwycił się YVL. Pokazał meczet Kutubijja, ogrody palmowe i niesamowitą w swej prostocie medresę Ben Youssef. To co jednak chyba wszystkie z nas najbardziej zachwyciło to podróż do ukrytych skarbów mediny. Poznałyśmy przyjaciół Khalida- szczerze uśmiechniętego, budzącego wielki szacunek u mieszkańców mediny piekarza oraz  ogorzałego od płomieni pieca w hammamie palacza. To było piękne przeżycie. Refleksja nad życiem, ciężką pracą, monotonią, która jest darzona wielkim szacunkiem.img_2407img_2422img_2439img_2627img_2656img_2710img_2719img_2722img_2730img_2732      img_2374                                                                                      Na osobny wpis zasługiwałaby nasza przygoda z zakupami:) Kto był, to wie o czym mówię. Niekończące się rozmowy, targowanie, mruganie okiem do klienta. Jesteś twarda, nazwą Cię „Berber woman” i tak swoją cenę dostaną. Jesteś miękka wykorzystają to i „wcisną” Ci to, czego nie planowałaś kupić. Muszę przyznać, że asortyment na soukach cały czas się zmienia, dostosowuje do mody i potrzeb klienta/ki. Dziewczyny były pod wielkim wrażeniem pamięci i sprytowi sprzedawców. To czego nie mają dzisiaj, będą mieli dla Ciebie jutro- w takim kolorze, rozmiarze jaki szukasz. I to oni Cię znajdą, a nie ty ich.

img_2563img_2784img_2538Dostępu do mediny strzeże 19 km mur, szeroki na 2 metry, wysoki na 9. Powiedzieć, że to miejsce tętni życiem, to zdecydowanie za mało. Tutaj wszystko dzieje się bardziej, głośniej, szybciej. To miejsce pełne zakamarków, wąskich uliczek, rzemieślniczych warsztatów. To tutaj co chwilę odskakujesz na bok uciekając przed motorzystą lub wozem zaprzężonym w osła. Tutaj znajdziecie wykwintne restauracje, butiki, luksusowe spa czy riady. To tutaj zjecie na ulicy smażone na gorącym blacie chlebki czy naleśniki. To w medinie odwiedzicie medyka medycyny naturalnej. To miejsce oszałamia przygarniając jednocześnie.                                                                                                                                                                                                           img_2522img_2746img_2753img_2547


Marrakesz to oczywiście feeria smaków i zapachów. Nie planujcie wyjazdu będąc na jakiejś restrykcyjnej diecie. Szkoda Waszego dobrego samopoczucia. My, nie przepuściłyśmy żadnej ( nawet bardzo późnej) okazji, żeby najeść się do syta. Pewnie wszystkie zapamiętamy cudowną sałatkę z awokado w Bakchich Cafe ( oczywiście tylko wtajemniczone wiedzą, dlaczego o niej wspominam:)). Polecam również ciekawy w smaku sok z awokado i pomarańczy. Nie muszę chyba wspominać o tadżinie czy kuskus z warzywami. Wyśmienitą jagnięcinę podają w Kui Zin. Widok na dachy mediny i meczet Kutubijja wart jest każdych pieniędzy w restauracji Nomad. img_2586img_2527img_2536img_2681

Fajnym pomysłem był udział w lekcji gotowania. Konfrontacja tego co jadłyśmy w medinie, z naszymi potrawami przygotowanymi wraz z szefową kuchni wyszła nad wyraz pomyślnie. Taki kurs to nie tylko świetna zabawa, integracja, ale również poznanie kultury i tradycji kulinarnych. Zanim zaczęłyśmy gotować zobaczyłyśmy jak piecze się chleb w piecu chlebowym i jak faktycznie powinna być przygotowana tradycyjna, marokańska herbata. Ok- niech już będzie duuużo cukru! W Marrakeszu jest sporo miejsc, w których organizują takie lekcje. Wyjątkowy chyba jednak jest ten przygotowany przez La Maison Arabe. Przepiękne miejsce, ukryte poza mediną w ich wiejskiej posiadłości. Świetnie wyposażona kuchnia ( około 20 samodzielnych stanowisk) z głównym stanowiskiem dla prowadzącej warsztaty „baby”. Oczywiście daniem głównym był tadżin. Na zakończenie spotkania każda dostała używane przez siebie naczynie do przygotowania tadżin.              img_2796img_2803img_2817img_2813img_2835img_2851img_2840img_2857img_2867img_2895img_2893img_2885

Nie wiem jak, ale to chyba zasługa witalności tego miejsca- udało nam się dosłownie wyskrobać dwie godzinki na totalny relaks w hammamie. To doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Obdziera Cię z wszystkiego, żeby na sam koniec przynieść wyciszenie i spokój umysłu i ciała.

Jeszcze do teraz żyjemy tym wyjazdem, Marrakeszem, Marokiem. Działy się tam rzeczy magiczne ( i takie o których nie mogę tutaj wspomnieć- dziewczyny by mi nie wybaczyły:)). 10 kobiet, w różnym wieku, z różnym doświadczeniem i bagażem życiowym spotkało się w tym niesamowitym miejscu, by być tylko tu i teraz. Marrakesz…img_2434img_2392

Tagi: ,

You may also like

LEAVE A COMMENT

Słów kilka o nas

IgiTravel czyli Kto?

IgiTravel czyli Kto?

Nasz rok kalendarzowy składa się z kilku wypraw i całej reszty, którą trzeba opanować przy dwójce małych dzieci. Igor- lat 7. Znaki szczególne- nie zawsze ułożona, blond czupryna oraz szczupła sylwetka ciała ( pewnie od ciągłego ruchu-skakania, kopania piłki, wchodzenia na wszelkiego rodzaju przeszkody). Tymon- 1 grudnia 2016 skończył roczek. Tak jak Jego starszy brat, nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu dłużej niż 30 sekund- a to dopiero początek! Agnieszka i Jarek- staramy się ogarnąć całe to szaleństwo:)

Fanpage

Newsletter

Contact Us

Jesteśmy bardzo ciekawi, Kto znajduje się po drugiej stronie ekranu. Masz do nas pytanie, jesteś ciekawy dokąd zmierzamy? Może chciałbyś spotkać się z nami? Zapraszamy do kontaktu. Będzie nam bardzo, bardzo miło.

Bydgoszcz

+48504078916